Polskiej piłce nie brakuje talentów. Brakuje metody, która pomoże je rozwijać.
W piłce dziecięcej i młodzieżowej spotykamy całą masę utalentowanych zawodników, którzy — na nasze nieszczęście — rezygnują z piłki (a często ogólnie ze sportu), zanim na dobre się rozwiną. W przeszłości wspominaliśmy zawodników, którzy powinni grać dla Polski, ale wybrali inny kraj. Problem w tym, że ich wybór był podyktowany tym, gdzie się wychowali i gdzie wyrośli na zawodników. Marzyliśmy i marzymy o potędze piłkarskiej, o tytule Mistrzów Świata. Czas ucieka, pokolenia przemijają, a w Polsce nic się nie zmienia — może oprócz infrastruktury.
2025-11-27, 20:09

Dlaczego tracimy talenty, które powinny odnieść sukces?

Wbrew opiniom trenerów, działaczy i ekspertów — to nie dzieci odchodzą ze sportu. To sport rezygnuje z dzieci. Na boisku trenerzy nie widzą Krzysia, Mateusza czy Kubę, ale Messiego, Ronaldo i Lewandowskiego. Oczekiwania wobec utalentowanych dzieci, szczególnie w wieku wczesnoszkolnym (6–10 lat), są zawsze bardzo wysokie. Trener robi z nich liderów, opiera na nich zespół, nie dopuszcza do sytuacji, w której gra mecz bez swojego „wielkiego talentu”.

W ten sposób w dziecku rodzi się nie tylko presja: „od Ciebie zależy zwycięstwo”, ale także budowane jest ego, z którym trener będzie musiał się zmierzyć, gdy chłopiec podrośnie.

Najczęściej, choć nie zawsze, dzieci utalentowane wyróżniają się w swoim roczniku warunkami fizycznymi. Są wyżsi, szybsi i silniejsi. Swoją grę opierają na genach, a nie na technice, pracy czy inteligencji boiskowej. Zaledwie 1 na 10 młodych, utalentowanych piłkarzy jest słabszy fizycznie od rówieśników. Dlatego 9 z nich zakończy grę na dobre, zanim dotknie piłki młodzieżowej. Nie jest to ich wina, lecz otoczenia, systemu i metod, które uparcie wdrażamy, choć nie sprawdzają się od trzydziestu lat.

Gdy warunki fizyczne się wyrównują i liderzy przestają być liderami, mają braki techniczne, szybkościowe czy wytrzymałościowe — wówczas rezygnują. Piłka przestaje sprawiać im frajdę. Przeciwnicy nagle stali się za trudni do minięcia, trener zaczął wymagać (a nigdy wcześniej tego nie robił, przecież byli jego ulubieńcami), rodzice już tak nie chwalą.

To jedynie wierzchołek góry lodowej zwanej „problemami polskiej piłki”. Obok naszej „gwiazdy” trenuje przecież 15–20 innych zawodników. Przychodzi 12.–13. rok życia — rosną, są silniejsi i szybsi, ale całe dzieciństwo byli w cieniu „tego jedynego”. Teraz trener oczekuje, że będą podawać i wychodzić na pozycję — zero kreatywności, ciągły schemat, który działa, bo przecież wygrywają.

W Polsce taktyka jest wpajana już od kategorii Żak (U7). Trenerzy obawiają się, że jeżeli będą przegrywać, to rodzice będą mieć o nich złe zdanie albo — co gorsza — zabiorą dzieci do konkurencyjnej szkółki, bo „tamci wygrywają”. Nie ma znaczenia, że w obydwu realizowany jest ten sam system szkoleniowy, korzysta się z tych samych metod i z tych samych stron internetowych z materiałami. Taktyka jest gwarancją sukcesu.

„Nie kiwaj, podaj! Dawaj, dawaj!”

Instruktaż zabija kreatywność i inteligencję boiskową.
Dziecko się nie rozwija — nie tworzy kreatywnych akcji, nie próbuje dryblingu, bo boi się popełnić błąd. O wiele bezpieczniej jest wybić piłkę na aut, a najlepiej „dać lagę” do lidera drużyny — on sobie poradzi, jest szybki i skuteczny.

Komentarze, podpowiedzi i schematy w trakcie meczu zabijają chęć gry. W ten sposób trenerzy zabierają całą inicjatywę dziecku — i niby każdy o tym wie, a każdy krzyczy i podpowiada, bo zawsze i za wszelką cenę trzeba wygrać.

To kolejny element blokujący rozwój młodych talentów — obawa przed stratą bramki, porażką czy nawet popełnieniem błędu. A przecież na błędach uczymy się najwięcej.

Selekcja nienaturalna

To najbardziej kontrowersyjny powód. Dotyczy zarówno największych akademii, jak i małych szkółek. W każdym regionie znajdą się akademie duże i średnie, które braki kompetencji u trenerów „uzupełniają” zawodnikami z mniejszych akademii. Oczywistym jest, że nie każde dziecko będzie grało w piłkę i że w pewnym wieku trzeba zmienić otoczenie. Problemem jest jednak wiek dziecka.

Bardzo często akademie zapraszają na testy dzieci 7-letnie. Gdy takie dziecko się dostanie, ale za 2–3 lata okaże się, że znalazł się ktoś „lepszy”, i ten już 10-letni chłopiec wypada ze składu — rezygnuje z gry. Duża akademia nie zrobi nic, aby go zatrzymać. Ewentualnie powie, że musi trenować i walczyć o miejsce albo odejść do dowolnej szkółki.

Wiele małych klubów cieszy się z zaproszeń dla 7-, 8-, 9- czy 10-latków, chwaląc się nimi, nie zdając sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzają dziecku. Rówieśnicy, zabawa, bycie najlepszym wśród kolegów — to są fundamenty budowania przyszłego piłkarza. Bycie przeciętnym w dobrej drużynie to prosta droga do szybkiego zakończenia „kariery”.

Brak konkretnego modelu trenowania

Tylko największe akademie mają opracowany system szkolenia i selekcji wraz z wytycznymi dla trenerów. Nigdzie jednak nie spotkałem się z prawdziwą unifikacją — czyli jednakowym procesem szkolenia dla każdej kolejnej grupy.

W największych akademiach trenerzy otrzymują ramy, w których mają się poruszać, ale dobór ćwiczeń pozostaje w ich gestii. W mniejszych klubach nawet ramy są luźne. Jeden trener będzie trenował głównie popularnego „dziadka”, a inny — otwarcia i finalizacje.

Tymczasem rozwój dziecka zależy od jego wieku — niezależnie od poziomu rozwoju fizycznego, intelektualnego czy emocjonalnego. Jedno dziecko może być szybsze, drugie mądrzejsze, a trzecie bardziej pracowite — ale ich mózg w wieku 8, 10 czy 12 lat działa tak samo. Jeżeli nie otrzymają tej samej liczby bodźców, tej samej intensywności i podobnych ćwiczeń — nie będą mieli szansy rozwinąć się w taki sam sposób.

Cały model szkolenia jest podstawą rozwoju inteligencji, kreatywności, techniki, a więc wychowania wszechstronnego zawodnika. W Polsce niestety każdy trener ma własny model — albo opracowany przez lata, albo pobrany z internetu. W większości przypadków model działa na małych dzieciach, a gdy dorastają i rezygnują z gry, to „jest ich wina”, bo przecież mieli talent i wyniki. Nie mieli jednak swobody — byli kierowani i ograniczani.

Kto z nas chciałby być piłkarzem, którego zadaniem jest wybijanie piłki na aut? Czy dziecko nie marzy, aby grać jak najlepsi? Trenerzy im to odbierają — bo takie są oczekiwania rodziców.

Rodzicu, nie niszcz zabawy własnemu dziecku

Mecze często są rodzinnym świętem. A gdy dziecko zapowiada się na „gwiazdę drużyny”, to i babcia, i ciocia się pojawią. I bardzo dobrze — przyjdź, przygotuj herbatę, rozpal grilla, zaproś rodziców z przeciwnej drużyny i rozmawiajcie o dzieciach. A im pozwólcie grać.

Będą kopniaki, przepychanki, faule i złe decyzje, ale będzie też radość, bramki i przede wszystkim nauka.  

Drogi rodzicu — spędź ten czas przyjemnie, a dziecku pozwól być dzieckiem.
Jedyne, na co powinieneś zwrócić uwagę, to:

  • czy dziecko ma odpowiedni ubiór,
  • czy ma wodę,
  • czy trenerzy siedzą cicho, a nie bawią się w „joysticki”.

Nie krzycz, nie stresuj dziecka, nie angażuj się bardziej, niż ono tego oczekuje. Dziwne, że w domu nie masz czasu się bawić, rozmawiać i komentować — wtedy masz inne obowiązki, prawda?
Ale gdy wychodzi na boisko, ma być najlepsze, bo Ty tego chcesz! Lepiej pragnąć, aby było szczęśliwe po meczu.

Czy jest rozwiązanie?

Tak — i zostało wprowadzone wiele lat temu w krajach zachodnich: Niemczech, Hiszpanii, Belgii, Holandii i Francji. Niestety, choć lubimy naśladować „zachód”, to w szkoleniu od niego uciekamy. Metodą, o której piszę, jest oczywiście Funino.

Włosi mają swoje Catenaccio, a na Wyspach Brytyjskich króluje Coerver Coaching. Ten ostatni coraz częściej pojawia się w polskich ośrodkach sportowych, głównie dużych, ale nie pasuje do naszego temperamentu. Częściej stosują go Skandynawowie.

Polskie dzieci swoim profilem przypominają bardziej dzieci z Hiszpanii, Niemczech czy Francji — i to tam powinniśmy szukać inspiracji.

Wszystko zależy od tego, czy będziemy wystarczająco cierpliwi, konsekwentni i przekonani co do celu, jakim jest inteligentna i kreatywna gra — bez schematów, podpowiedzi i krzyków.

https://www.funino.pl/treningi-funino.html

Autor: Kamil Pytka - trener z licencją UEFA, specjalizujący się w nowoczesnych metodach szkolenia dzieci i młodzieży. Od lat związany ze środowiskiem edukacji sportowej, gdzie popularyzuje podejście oparte na małych grach i rozwoju inteligencji zawodnika. Jeden z najaktywniejszych propagatorów metody Funino w Polsce, współtworzący rozwiązania i programy oparte na tej filozofii treningowej. Na co dzień pracuje z młodymi piłkarzami, łącząc praktykę trenerską z działalnością edukacyjną i doradczą dla klubów oraz akademii.

KONTAKT / AUTOR
Kamil Pytka
Prezes
+48 530 310 323
POBIERZ JAKO WORD
Pobierz .docx
Biuro prasowe dostarcza WhitePress
Copyright © 2015-2025.  Dla dziennikarzy
Strona, którą przeglądasz jest dedykowaną podstroną serwisu biuroprasowe.pl, administrowaną w zakresie umieszczanych na niej treści przez danego użytkownika usługi Wirtualnego biura prasowego, oferowanej przez WhitePress sp. z o.o. z siedzibą w Bielsku–Białej.

WhitePress sp. z o.o. nie ponosi odpowiedzialności za treści oraz odesłania do innych stron internetowych zamieszczone na podstronach serwisu przez użytkowników Wirtualnego biura prasowego lub zaciągane bezpośrednio z innych serwisów, zgodnie z wybranymi przez tych użytkowników ustawieniami.

W przypadku naruszenia przez takie treści przepisów prawa, dóbr osobistych osób trzecich lub innych powszechnie uznanych norm, podmiotem wyłącznie odpowiedzialnym za naruszenie jest dany użytkownik usługi, który zamieścił przedmiotową treść na dedykowanej podstronie serwisu.